sobota, 25 marca 2017

62. Jak samuraj został strażakiem, czyli recenzja gry "The Amazing Shinsengumi: Heroes in Love".

Tęskniliście? Bo ja za Wami bardzo. Dlatego też w ramach przeprosin (i jednocześnie podziękowania za to, że pomimo mojej nieobecności odwiedzaliście jednak mojego bloga) powracam do Was z obiecaną grą otome. Miłej lektury!


Gra "The Amazing Shinsengumi: Heroes in Love" jest kolejnym dzieckiem studia Dogenzaka Lab i ujrzała światło dzienne 27 lipca 2016 roku. Podobnie jak reszta produkcji tego dewelopera stanowi port z urządzeń mobilnych. Oznacza to, że raczej nie powinniśmy spodziewać się po niej ani graficznych wodotrysków i voice actingu, ani długiego czasu rozgrywki. Kiedy po nią sięgałam, przypomniałam sobie o swoich wrażeniach z "My Secret Pets!" i przyznam szczerze, że podchodziłam do niej jak pies do jeża, długo nie mogąc się zebrać, żeby ją uruchomić. Czy słusznie?

Bohaterami gry jest piątka pracujących dla szogunatu samurajów, noszących - co ciekawe - imiona prawdziwych historycznych bohaterów. Są nimi: Okita Soji, Saito Hajime, Nagakura Shinpachi, Harada Sanosuke i Todo Heisuke. Razem stanowią coś na wzór współczesnej jednostki specjalnej i są posyłani wszędzie tam, gdzie diabeł nie może. Wielu mieszkańców Kioto, w którym rozgrywa się akcja gry, uważa ich za pozbawionych skrupułów morderców, ale nie zmienia to faktu, że okoliczna ludność ma u tych przystojnych panów zaciągnięty spory dług. Poznajemy ich w czasie, w którym ten dług ulega zresztą znacznemu powiększeniu, a my  stoimy bezradnie na ulicy i patrzymy, jak płonie nasz dom i okoliczne zabudowania. Ponieważ strażacy postanowili sobie najwidoczniej wziąć tego dnia wolne, do akcji wkraczają samurajowie, którzy rzucają się gasić ogień, wbiegając z do płonących domów z mieczami i krzycząc: "A masz!" (okej, może nie do końca to tak wyglądało, ale z grubsza wiadomo, o co chodzi). Szybko uświadamiamy sobie, że są zbyt przystojni, żeby im nie pomóc, i sięgamy za wiadro z wodą, żeby nie pozwolić na rozprzestrzenianie się ognia. Cała akcja oczywiście kończy się sukcesem, ale to nie koniec naszych problemów. A właściwie pewnego dosyć dużego i konkretnego problemu - nie mamy gdzie mieszkać. O wszystkim szybko dowiaduje się dowódca jednostki, który nie zamierza pozostawić nas na pastwę losu i pozwala nam wybrać, z którym bożyszczem zamieszkamy w siedzibie Shinsengumi. Wybieramy pana, który najbardziej przypadł nam do gustu (nie żebyśmy w ogóle miały czas któregokolwiek poznać podczas biegania z wiadrem) i kończymy w ten sposób krótki, ale dosyć intensywny prolog.
Nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że fabuła jest naciągana jak gumka w majtkach. Nawet współcześnie w Kraju Kwitnącej Wiśni mieszkanie kobiety i mężczyzny bez ślubu jest uznawane za coś gorszącego, a co dopiero mówić o czasach Japonii feudalnej. Shinsengumi mogli ulokować bohaterkę gdzieś w sąsiedztwie i zapłacić rodzinie na jej utrzymanie, a potem ją odwiedzać i w ten sposób powoli budować relację. Poza tym prolog wyraźnie daje nam do zrozumienia, że nie tylko jej dom spłonął - co zatem stało się z innymi, którzy również stracili dach nad głową? Nie wiadomo. I chociaż rozumiem, że chodziło jedynie o to, żeby w miarę szybko wrzucić naszą postać do domu wybranego bisha, to sądzę, że całość można było rozwiązać o wiele lepiej.

Pan po prawej jest jedyną postacią, która wpadła mi w oko. I niestety jedną z tych, z którymi nie można rozmansować.
Dalej zresztą też nie jest dobrze. Przyznam się Wam z ręką na sercu, że przeszłam do tej pory dwa wątki (w tym jeden z nich podwójnie) i do tej pory nie jestem w stanie powiedzieć, o co w tej produkcji chodzi i jaką właściwie ma ona fabułę. W tle majaczy nam informacja o jakiejś wojnie i odpowiedzialnej za podpalenia w mieście grupie sprzeciwiającej się działaniom szogunatu, ale przez większość czasu trwania rozgrywki będziemy rozmyślać nad pięknem nagiego torsu wybranego przez siebie mężczyzny, a nie politycznych niuansach, które według twórców chyba w ogóle nie mieszczą się w obrębie zainteresowań kobiet. Główna bohaterka gry w w niczym nam zresztą nie pomaga, bo od pierwszego wejrzenia jest zauroczona danym samurajem tak bardzo, że nie dostrzegłaby nawet wybuchu bomby atomowej za płotem. Wiecie, ja naprawdę rozumiem, że bywa, że ktoś od razu tak bardzo wpada nam w oko, że nie możemy przestać o nim myśleć, ale sądzę, że mimo wszystko od zauroczenia do miłości wiedzie naprawdę daleka droga - i to taka naprawdę kręta i wyboista. Tutaj wszystko rozgrywa się w tempie puszczonego samopas Pendolino na sterydach. Nie dość, że krótki jest sam czas gry (można ukończyć wątek w zaledwie dwie godziny), to dodatkowo jest on podzielony na siedem krótkich rozdziałów, z których każdy opowiada własną historię jest opisem zachwytów bohaterki, która nigdy w życiu chyba chłopa nie widziała. W dodatku jest istotą tak szalenie głupią, że podczas gry omal nie zatłukłam się na śmierć ilością wykonywanych facepalmów. Znacie ten typ dziewczyny, która jest tak zakochana w określonym facecie, że kiedy ten na nią pluje, to ona z uśmiechem mówi, że pada deszcz? Na pewno znacie. Więc pomnóżcie to sobie przez sto i będziecie miały porównanie z heroiną z "The Amazing Shinsengumi". Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że bohaterki gier otome często są dosyć bezradne wobec zalewającej je fali seksownej męskości, ale w tej produkcji to już nie jest bezradność, a leżenie na dnie z gracją wraku Titanika. Bo jak inaczej wytłumaczyć sytuację, w której mężczyzna molestuje dziewczynę (i to nie na zasadzie gadki z pieprzykiem, a konkretnych czynów, z wsadzaniem łap tam, gdzie nie trzeba włącznie), a ona po wszystkim dochodzi do wniosku, że mu wybacza, że przecież nic się nie stało i on sam jest zresztą zbyt przystojny, żeby się na niego gniewać? Mam tutaj przed oczami wspomnienia z wątku Assama z My Secret Pets! i mogę ponownie stwierdzić, że it's do wrong on so many levels. I tak przez całą grę, w której oczywiście nie mogło też zabraknąć wątku erotycznego (wprawdzie nieco bardziej zjadliwego niż ten w MSP!, ale nadal zbędnego i kompletnie pozbawionego jakichkolwiek fabularnych podstaw).


Przyznam szczerze, że sądziłam, że ten tytuł spodoba mi się o wiele bardziej produkcja o zwierzakach, ale w mojej opinii wypada o wiele gorzej od niej. Powód jest prosty: w MSP! od początku mieliśmy nakreślony konkretny cel gry (rozwiązanie zagadki stojącej za przemianą naszych pupilów w ludzi) i sama produkcja zmierzała powoli w stronę dosyć satysfakcjonującego punktu kulminacyjnego. Jako gracze mimo wszystko czuliśmy się w jakiś sposób częścią opowieści. Tu jest inaczej. The Amazing Shinsengumi właściwie w całości opiera się na rozwijaniu relacji uczuciowej, ale robi w szalenie nieudolny sposób i zdaje się wręcz promować niezdrowe zachowania i przedstawiać je jako coś całkowicie normalnego. W efekcie kończymy rozgrywkę i zadajemy sobie pytanie, o co właściwie w tym wszystkim chodziło i dlaczego nikt nie zwróci nam godziny życia, w czasie której wzdychaliśmy do samuraja, który próbował publicznie nas przelecieć? W mojej opinii pod względem fabularnym jest to jedna z najsłabszych gier otome, w jakie grałam.

Jedyną rzeczą, która zasługuje na uznanie, jest naprawdę prześliczna grafika. Postacie są narysowane przecudnie, podobnie zresztą jak tła (mało zróżnicowane, ale ładne) i od samego patrzenia można prawdziwie się zakochać. Nie przeszkadza również oprawa audio, która nadaje klimat i wpada w ucho. Jednak co z tego, skoro cała reszta kuleje? Przypomina to nieco szpinak podany w papierku od Ferrero Rocher - no niby można zjeść, ale w środku mogłoby znajdować się coś lepszego. A szkoda, bo to mogła być dobra gra otome. Póki co zdecydowanie nie jest warta swojej ceny (ok. 75 zł).

Jeśli jednak mimo wszystko chcecie poznać przystojnych samurajów dorabiających sobie jako strażacy, to zerknijcie tutaj:

http://store.steampowered.com/app/494440/

poniedziałek, 13 lutego 2017

61. Cold Hearts - gra, która wymaga od Was odrobiny ciepła.

Dzisiaj Walentynki, a więc dzień, który jest wręcz stworzony do randkowania grania w otome. Na tę chwilę jednak przeproście Tomę, Jisoo i Kazamę, i oddajcie swój głos na projekt Cold Hearts. Jeśli graliście kiedyś w Hatoful Boyfriend, to koncepcja wchodzenia w związek z lodówką (dobra nie tylko dla studentów!) nie powinna widać się Wam ani odrobinę kuriozalna. Gra jest tworzona przez moją znajomą, więc mogę obiecać, że będzie dobrze, zabawnie i z jajem (od kurki z wolnego wybiegu!). Tytuł próbuje obecnie dostać się na Steama i potrzebuje Waszych głosów!

Zagłosować możecie tutaj: http://steamcommunity.com/sharedfiles/filedetails/?id=863396430&insideModal=0&requirelogin=1

Z góry dzięki!