czwartek, 13 lipca 2017

75. ROZDANIE! WYGRAJ GRĘ "AMNESIA: MEMORIES"!

Zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam pisać teraz o wątku Goemona z "Nightshade", ale niestety życie nie bierze tego pod uwagę i każe mi cierpieć na katastrofalnie małą ilość wolnego czasu. Nie oznacza to jednak wcale, że o Was zapomniałam. Wręcz przeciwnie - przychodzę do Was dzisiaj z wyjątkowym prezentem.


To tytuł, którego nikomu nie trzeba przedstawiać (dla tych, którzy mogą mieć wątpliwości: gra jest sto razy lepsza niż anime), a jeśli trzeba, to zerknijcie na podstronę "Spis tytułów", gdzie znajdziecie moją recenzję i opisy poszczególnych wątków (mogą pojawić się spoilery!). "Amnesia: Memories" to produkcja, którą polecam w ciemno - jeśli to właśnie od niej zaczniecie swoją przygodę z otome, to ręczę, że się w tym gatunku po prostu zakochacie.

Rozdanie dotyczy oryginalnej, cyfrowej wersji gry na PC (do jej odpalenia potrzebne będzie konto na platformie Steam, które można założyć bezpłatnie. Jest to platforma oficjalnie wspierana przez twórców gry). Gra posiada angielską wersję językową i jest całkowicie pełnowartościowa: zawiera wszystkie wątki (ponad 20 zakończeń!), dodatki i minigry, więc nie ma potrzeby dokonywania żadnych mikropłatności (to informacja dla tych, którzy są przyzwyczajeni do mobilnych gier otome). Gra w tej wersji kosztuje około 120 zł - u mnie możecie dostać ją za jeden uśmiech! Panowie już nie mogą doczekać się, kiedy Was poznają! :)


Co trzeba zrobić, żeby ją zdobyć? To bardzo proste:

1. Skomentujcie ten wpis, dodając do komentarza uśmiechniętą buźkę - np. "Biorę udział :)" - serwis nie wymaga rejestracji, ale pamiętajcie o tym, żeby jakoś się podpisać!
2. Jeśli uważacie, że mój blog jest fajny i godny polecenia, podzielcie się nim ze znajomymi na swoim własnym blogu, Facebooku czy Twitterze (nie jest to jednak wymóg konieczny).
3. Konkurs potrwa do 27 lipca. Termin dodawania komentarzy upływa dzień wcześniej (wezmę więc pod uwagę komentarz dodany 25 lipca, ale tego dodanego dzień później już nie).
4. Wyniki będą podane na blogu, dlatego bardzo proszę o to, żebyście tego dnia na niego zajrzeli. Nagroda będzie czekała na odbiór przez 7 dni. Jeśli osoba, która wygrała, nie skontaktuje się ze mną i jej nie odbierze, rozdanie będzie przeprowadzone ponownie (oczywiście również publicznie).
5. I to wszystko! Jeśli macie jakiekolwiek pytania czy wątpliwości, piszcie śmiało w komentarzach lub na adres kocham.gry.otome@gmail.com.


Powodzenia! :)

niedziela, 18 czerwca 2017

74. "Sleep. I will keep you alive" - wątek Hanzo. ("Nightshade")

Są historie, które bawią. Są takie, które są świetnym remedium na chandrę. Są takie, które wzruszają i napełniają nutą nostalgii. Są w końcu takie, które potrafią zmienić nasz sposób postrzegania siebie i świata wokół. Opowieść Hanzo jest właśnie tego typu historią.



Przyznam szczerze, że dopóki nie zaczęłam grać, nie zwracałam na postać Hanzo większej uwagi. Wydawał mi się być jednym z tych bohaterów, których dodaje się po to, żeby zapełnić historię i zagęścić liczbę postaci interaktywnych - tym bardziej że sprawia wrażenie postaci pobocznej, ponieważ poznajemy go dopiero po jakimś czasie. Wiem też jednak, że pierwsze wrażenie bywa mylne i kiedy rozgrywałam wątek Gekkamaru, wiedziałam już, że moją kolejną ofiara padnie tajemniczy, małomówny i mrukliwy Hanzo o najpiękniejszym męskim głosie, jaki kiedykolwiek słyszałam (i niech ktoś mi powie, że kobiety nie są słuchowcami!) podkładanym przez Kenjiro Tsudę. To jednak sprawiło również, że zaczęłam mieć wobec jego wątku spore oczekiwania i aż do samego końca bałam się, czy twórcy tego zwyczajnie nie zepsują i nie będą chcieli zaskoczyć gracza za wszelką cenę, całkowicie zmieniając wyrobiony w czasie rozgrywki obraz mężczyzny. Jak się zapewne domyślacie, tak się nie stało i opowieść Hanzo jest kolejną świetnie napisaną historią.

Mężczyznę poznajemy podczas misji w stolicy, kiedy śledzimy próbującego uśmiercić jego pana rzezimieszka. Hanzo bierze nas wtedy za wspólniczkę bandyty, ale na szczęście udaje się nam udowodnić swoją niewinność. Dowiadujemy się, że Hanzo pochodzi z bliźniaczego klanu, który w przeszłości znajdował się w konflikcie z wioską Koga. Szybko przekonujemy się również, że o mężczyźnie krążą legendy i jest on uznawany za najsilniejszego żyjącego shinobi, który pracuje jako osobisty ochroniarz Lorda Tokugawy, jednego z pięciu zasiadających w Radzie Starszych. Mężczyzna sprawia wrażenie osoby całkowicie oddanej sprawie, a jego mrukliwość i przenikliwe spojrzenie budzą uzasadniony respekt.

W prologu nie widujemy go zbyt często, a ponownie spotykamy go dopiero po ucieczce z więzienia, kiedy Gekkamaru zostaje śmiertelnie ranny w walce ze ścigającym nas oddziałem shinobi. Hanzo podaje mężczyźnie odtrutkę i pomaga nam go ukryć, po czym zabiera nas ze sobą, twierdząc, że otrzymał od Lorda Tokugawy rozkaz utrzymania nas przy życiu. Z początku nie wiemy, czy możemy mu ufać, ale nie mamy innego wyboru i godzimy się na jego milczące towarzystwo.


Jeśli ktoś uważa, że opowieść Hanzo to historia typu "No, najpierw chłop jest milczący i cichy, a potem okazuje się, że to rozgadany, ciepły misio", to jest w błędzie. Ten wątek opowiada o sztuce milczenia i potędze samoświadomości. To bardzo dobrze napisana powieść drogi, w której zmianie nie ulega tak naprawdę prowadząca nas postać, a my same. To wędrówka w towarzystwie opiekuna, mistrza i kochanka zarazem. Hanzo czuwa nad naszym bezpieczeństwem i zdrowiem, karmi nas i troszczy się o nas jak wilczyca o swoje nieporadne i ciągle przewracające się jeszcze szczenię. Na pytania odpowiada zdawkowo, ale bez niechęci. Bezbłędnie odczytuje nasze emocje, ale nie zmusza nas do zwierzeń. Szybko okazuje się, że nie jesteśmy nawet w połowie tak przystosowane do życia jak on: nasze umiejętności shinobi są poniżej przeciętnej i nie potrafimy tak dobrze się o siebie zatroszczyć. Nasza kondycja jest słaba, a ciało nie potrafi nadążyć za chęciami. Nie jesteśmy dziewczyną, która zachwyca i potrafi zrobić na mężczyźnie wrażenie - wręcz przeciwnie, każdy nasz dzień udowadnia nam, jakie jesteśmy słabe, nijakie i niezaradne, jak bardzo nie nadajemy się ani na wojowniczkę, ani na żonę i matkę. Hanzo wysłuchuje naszych zwierzeń, jednocześnie przedstawiając nam nauki ścieżki shinobi. Ścieżki, w której nie ma miejsca na słabość, a jeden błąd może kosztować życie. Ścieżki, która wymaga żelaznej dyscypliny, samozaparcia, wiedzy, praktyki i samoświadomości. Ścieżki, która wymaga milczenia, dyskrecji i bezwarunkowego posłuszeństwa swojemu panu. Ścieżki tak bardzo do nas niepasującej, że bardziej się już nie da. Ścieżki, którą z biegiem czasu w końcu decydujemy się obrać. Po kilku walkach stoczonych ze ścigającymi nas oddziałami postanawiamy zacząć trenować, wybierając jako odpowiednią porę noc, w czasie której nie poruszamy się naprzód. Z początku sądzimy, że Hanzo nie obserwuje naszych ćwiczeń, ale szybko okazuje się, że to robi, a nawet w milczeniu zaczyna nam pomagać. Staje się naszym nauczycielem, który w miejsce strachu i niepewności zaszczepia w nas gotowość do walki i pracy nad sobą. Jest bardzo surowy, wymagający i nie stosuje metody łatwych pochwał. To typ mężczyzny, który na słowa: "Jestem słaba. Nigdy nie będę nawet w połowie tak dobra, jak ty" nie będzie próbował nas pocieszyć, a powie: "To ćwicz dalej. Nie przestawaj. Zmień to". To sprawia, że kiedy nadchodzi dzień otrzymania pierwszej pochwały, przemienia się on w prawdziwe święto. To właśnie dzięki naukom Hanzo udaje nam się po raz pierwszy zabić człowieka. I to właśnie dzięki nim w końcu stajemy się jego towarzyszkami w walce. Pewnego dnia mówimy mu: "Pracuję nad sobą, żeby chronić życie, które ocaliłeś" i jest to punkt zwrotny całej naszej relacji.


Z czasem mężczyzna zaczyna odpowiadać na pytania czymś więcej niż półsłówkami. Okazuje się, że znał nas jeszcze zanim przyszłyśmy na świat, ponieważ był bliskim przyjacielem naszej matki i kiedy kobieta była z nami w ciąży, już podążał ścieżką shinobi (można więc spokojnie uznać, że jest od nas starszy o jakieś siedemnaście lat). Kobieta poprosiła go wtedy o pomoc w opuszczeniu wioski, ale Hanzo wykonywał ważną misję i nie mógł się na to zgodzić. Wkrótce po tym wydarzeniu kobieta popełniła samobójstwo, co obudziło w mężczyźnie dodatkowe poczucie winy, ale nie zmieniło jego podejścia dotyczącego posłuszeństwa wobec rozkazów. Pomaga nam nie tylko zabić ścigających nas ninja, ale również zawrzeć pokój z przyjaciółmi, którzy musieli do tej pogoni dołączyć. Dzięki niemu mamy też siłę na to, żeby odebrać życie stojącego na czele zabójców ojcu, który postanowił wykorzystać nas jako broń w swojej politycznej grze o wpływy. Prawdziwa próba przychodzi, kiedy Hanzo również otrzymuje rozkaz odebrania nam życia. Tutaj następuje jedna z najlepszych scen, jakie do tej pory w grach otome widziałam: mężczyzna dobywa broni, a heroina zamiast rzucić mu się na szyję i błagać o zmianę zdania, podejmuje wyzwanie. Zdaje się doskonale rozumieć ścieżkę shinobi, w której nie ma miejsca na sentyment, a równocześnie odczuwać dziwny spokój na myśl o tym, że to Hanzo mógłby odebrać jej życie - można wręcz odnieść wrażenie, że jako jej nauczyciel jako jedyny jest tego godzien. Ostatecznie jednak mężczyzna odmawia wykonania rozkazu, chociaż wie, że w dłuższej perspektywie oznacza to opuszczenie ścieżki shinobi.

Cała historia posiada wyjątkowo piękne zakończenie. Oczywiście wiedziałam, że czeka mnie "I żyli długo i szczęśliwie", ale muszę przyznać, że postawienie na prostotę było w tym przypadku najlepszym zabiegiem. Hanzo sprawił, że heroina przestała być małą i zalęknioną dziewczynką, a stała się silną i znającą swoje słabości kobietą. Dziewczyna porzuca życie shinobi i postanawia osiedlić się w ukrytej wiosce w górach. Hanzo opuszcza ją i powraca do swoich spraw, ale ostatecznie dochodzi do wniosku, że w sumie to już chyba nie może bez nas żyć i pozostawia za sobą cały swój świat tylko po to, by znowu być blisko. Nie wraca już do nas jako nauczyciel i opiekun, a jako mężczyzna i życiowy towarzysz. Zwykle heroina w tego typu grach jest kreowana jako bierna kobieta, która oddaje się mężczyźnie, ponieważ wie, że nie ma innego wyjścia, albo w ogóle nie wie, czym jest seks i nigdy nie potrafiłaby przyznać, że ma ochotę na tego typu bliskość. Tutaj jest inaczej. Mamy dwoje tęskniących za sobą ludzi, którzy w głębi serca świata poza sobą nie widzą, więc kiedy w końcu się ze sobą widzą, chcą być ze sobą jak najbliżej i pożądają siebie nawzajem. Podoba mi się to, że heroina daje Hanzo do zrozumienia, że też tego chce, i robi to z uśmiechem, a nie sztucznie wykreowanym przestrachem. Tym bardziej ze właśnie dowiedziała się, jak bardzo jest kochana i jak bardzo Hanzo pragnie uczynić ją swoją żoną. Nie mogłabym wyobrazić sobie lepszego zakończenia.


W postaci Hanzo bardzo podoba mi się również inna rzecz - on zakochuje się powoli. Nie wtedy, kiedy ujrzał heroinę po raz pierwszy i stwierdził, że "młoda, ładna, bierę", ale wtedy, kiedy dziewczyna zaczęła się zmieniać, pracować nad sobą, zachwycać go nie swoją urodą i wdziękiem, a wewnętrzną siłą. On uświadomił sobie, że nie może bez niej żyć nie dlatego, że może się nią opiekować jak małym dzieckiem, a dlatego, że wewnętrznie przeobraziła się z poczwarki w motyla. Że stała się kimś, komu mógłby zaufać, z kim mógłby dzielić się codziennością, od kogo sam mógłby się czegoś nauczyć. Że to właśnie w jej małych dłoniach mógłby złożyć swoje własne serce.

Uwielbiam Hanzo. Mogłabym wręcz pokusić się o stwierdzenie, że to postać, w której sama mogłabym się zakochać. Jego opowieść jest natomiast piękna, wspaniale napisana i pouczająca - wierzcie mi lub nie, ale niektóre jego nauki były tak zachwycające, że aż zapisałam je sobie na dysku i powracam do nich, kiedy jedynie ogarnie mnie chwila zwątpienia.

Na koniec coś, co chciałam pokazać Wam od dawna - muzyka z endingu "Nighshade" - moim zdaniem najlepszego ze wszystkich gier, w jakie miałam przyjemność do tej pory zagrać. Tym miłym akcentem kończę recenzję i życzę Wam miłej niedzieli. Niebawem widzimy się ponownie!